STUDIA HERALDYCZNE
STUDIA HERALDYCZNE
Antoni Małecki
Tom I
Lwów
1890r.
Dziwnem się może niejednemu będzie zdawało, że występuję z pracą w przedmiocie tak odległym od moich dawniejszych zajęć. Od kilku lat zbieram materyały do historyi społeczeństwa polskiego, do wewnętrznych narodu naszego dziejów. Owocem tych poszukiwań będzie pewna ilość odrębnych rozpraw z zakresu tego przedmiotu, które nazwę Przyczynkami do dzieła, poświęconego temu zadaniu: przy obecnym bowiem stanie naszych li źródeł dziejowych i wobec dzisiejszych tak jeszcze spornych pojęć naszych w tych kwestyach, trudno się targnąć: od razu na wszechstronny i całkowity, genetyczny odlew wizerunku naszej przeszłości, podłym rozważanej względem. Niech go w przyszłości, przy pomocy prac podobnych przygotowawczych, szczęśliwsza dokona ręka.
Między rozprawami, o jakich tutaj wspominam, najważniejszą, ale też i najtrudniejszą będzie monografia dotycząca szlachty i szlachectwa w Polsce. Mogą być w wysokim stopniu zajmującymi dla myślącego człowieka stosunki i koleje wiekowe także i innych stanów tworzących nasz ogół społeczny, a zwłaszcza pierwotna, dola Ludu, niemniej i zmiany, jakim ona w dalszych podlegała epokach. Lecz przeprowadzenie genezy szlachty rozstrzyga o tych wszystkich innym warstwom towarzyskim poświęconych, badaniach i góruje ważnością swoją nad całą resztą przedmiotu. Od tego bowiem, jak się tę kwestyą rozwiąże, zawisła ostatecznie trafność lub też obłędność pojęć naszych o wszystkiem innem.
Z tego właśnie powodu za konieczne uważam rozpocząć rzecz od tego właśnie pytania, od szlachty: skąd się wzięła, jak się zawiązała, jak wzrastała w swem raz zjawionem istnieniu, jak osięgała i jak sobie w ustroju narodowym zdobyła wybitne, następnie górujące, wreszcie wszechwładne znaczenie i stanowisko. Przedmiot to jednak nad wszelkie wyobrażenie trudny do pokonania — nie tylko w skutek tak rozmaitych, przeciwnych jedna drugiej, gmatwających całą sprawę hypotez, postawionych w ostatniej piśmiennictwa naszego dobie, z którymi chcąc nie chcąc trzeba się będzie rozprawić, ale i dla niedostateczności materyałów, któreby tu posłużyć mogły za warowną dla mniemań o tem wszystkiem podstawę. W ostatnich kilkunastu latach wydobyto na światło dzienne z archiwalnego ukrycia wiele i bardzo wiele zasobów, które umożliwiają dochodzenie tych zagadek z niejaką nadzieją niepopadnienia na bezdroża, od jakich się nie uchronili badacze skądinąd zasłużeni i wielkiego imienia na polu dziejów ojczystych ostatniej doby, pisarze, którym te materyały jeszcze nie były i nie mogły być znane. Ale i to wszystko nie wystarcza, gdyż nie sięga w wieki pradawne, żadną świadectw współczesnych pochodnią nie rozświetlone.
A jednak prze coś człowieka —
